Dlaczego od rana do wieczora oraz przez sen powinniśmy mieć w d…….e to, co inni o nas myślą? I dlaczego w najczarniejszym jej zakątku? Przede wszystkim dlatego, że nie jesteśmy tym, co inni o nas myślą. Nie znaczy to, że powinna zapanować anarchia, że powinniśmy zacząć krzywdzić ludzi. Chodzi tylko o to, że zbyt dużo czasu zajmuje nam rozkminianie różnych sytuacji, że inwestujemy energię w martwienie się, myślenie o, próby wpłynięcia na … myśli innych ludzi.

Nie próbujemy zazwyczaj przestawiać przedmiotów siłą własnego umysłu. A jednak tak bardzo chcemy, żeby inni o nas dobrze myśleli. Żeby widzieli całe nasze dobro, żeby doceniali nasze wysiłki, żeby byli pod wrażeniem naszego intelektu, żeby wzruszali się naszą wrażliwością… Żeby oklaskiwali superbohatera stworzonego przez nasze własne ego 😊 Każdy ma własny film na swój temat.

Oczekiwania w stosunku do innych ludzi

Każdy ma też zestaw oczekiwań w stosunku do innych ludzi. Tak zostaliśmy wychowani.

Z dzieciństwa wynieśliśmy kilka złotych zasad, że dobrzy ludzi to, że głupi ludzie tamto, że porządni ludzie sramto.

Jedyny problem tej klasyfikacji świata jest taki, że różnimy się pod względem… POD KAŻDYM WZGLĘDEM. Wydajności intelektualnej, sił witalnych, wykształcenia, doświadczeń i poczucia humoru. Więc takie złote kategorie jak dobro, porządność, inteligencja, poczucie stylu nie mogą, z zasady, być jednolite. One są superszerokimi i niedookreślonymi kategoriami.

Dla jednych więc będziesz uosobieniem dobra i stylu, dla innych irytującym bezguściem. Dla jednych mędrcem, dla innych lunatykującym dziadem.

Czy warto określać się miarą cudzych opinii na swój temat?

Jeśli ktoś myśli, że jestem super, a ktoś inny, że nie, to kim jestem? Jak mam podejść do zagadnienia? Sytuacja schizofreniczna.

Czy mamy wpływ no to, co ktoś o nas myśli?

Nie mamy wpływu no to, co i kiedy ktoś o nas myśli, bo każdy filtruje świat przez pryzmat swojego dzieciństwa i życiowych doświadczeń, oraz uformowanych na ich podstawie oczekiwań i wyobrażeń. Więc zastanawianie się nad tym, co, kto i dlaczego o mnie myśli, jest zdane na porażkę.

Nie możemy wpłynąć na to, co każdy, kto wchodzi z nami w interakcję o nas myśli, choćbyśmy spełniali wszystkie przesłanki do Nagrody Millenium za Osobowość, Grację, Mądrość i Polot!

Jednym podejdziemy, a drugim nie. Przymilanie się innym, próby dopasowania się do ich oczekiwań, mogą owszem, skończyć się chwilowym sukcesem, ale może nie starczyć nam życia na analizy strategiczne i różne wątki, o których musimy pamiętać w kontakcie z konkretnymi osobami.

No może życia nam starczy, ale nie starczy nam zdrowia. Na pewno psychicznego, bo życie w ciągłej gotowości i kontroli, życie w staraniu, by dobrze wypaść, by nie urazić, by się spodobać, by być lubianym rodzi napięcie psychiczne, które prędzej czy później znajdzie ujście w ciele. Co znaczy, że ciało odchoruje to napięcie. Takie psychosomatyczne zamknięte koło.

Napięcie to stres, który obniża odporność

Każde napięcie to stres, który obniża odporność. Od naszych indywidualnych uwarunkowań, a także uwarunkowań środowiskowych (naszej diety i rodzaju pracy) zależy, na jaką chorobę ciało postanowi zapaść – mogą to być zapalenia krtani, albo kręgosłupa, albo kłopoty skórne, albo bardziej spektakularnie coś z serii chorób autoimmunologicznych.

Trudno czasem się połapać, że martwienie się opinią innych i nawracające infekcje gardła są powiązane. Warto więc za każdym razem, gdy nachodzi nas spięcie w rozmowie z kimś, wrócić do oddechu, rozluźnić ciało i przyjrzeć się myślom i emocjom, które tej rozmowie towarzyszą.

Może oceniam siebie? Może oceniam drugą osobę? Może zaczynam czuć ścisk w dołku? Może szukam ładniejszych słów? Może czegoś nie mówię? Albo mówię coś, czym mam zamiar zyskać sympatię drugiej osoby?

Sprawdź, jak czuje się Twoje ciało na co dzień. I zacznij mieć opinię innych na swój temat w dupie.