Czy takie pytanie istnieje? To znaczy, czy jest na nie odpowiedź? A dokładniej, czy to ja mogę o tym zdecydować? A jeśli tak, to czy to znaczy, że to ja zdecydowałam o tym, że dziś czuję się tak fatalnie? To było jak olśnienie. Sprawczość łączyłam z działaniem, z akcją, z ruchem, z rozmową. Na pewno nie ze stanem, w którym się znajdowałam. Wierzyłam, że czuję się tak, jak się czuję, bo jest to naturalna i logiczna konsekwencja pracy w której jestem, rozmowy, która się odbyła, pośpiechu, który się wydarzył rano, sprzeczki w sklepie. Niedoczasu, niedoboru, niewystarczania i nienadążania.

Zmiany na lepsze


Od dawna miałam poczucie, że jestem blisko zmiany na lepsze, a od tego dzieliła mnie zaledwie trochę sprawniejsza logistyka domowa, trochę szybsze działanie, więcej delegowania i lepszego planowania. No i mniej emocji. Po prostu dobre życie.

Zawsze wiedziałam, że jeśli będę się mniej spieszyć i napinać, będę miała więcej czasu dla siebie, będę mogła wreszcie zaspokoić swoje potrzeby. Odzyskam kontrolę nad swoim życiem.

I wtedy będę szczęśliwsza. Radosna, spokojna, elastyczna, z tolerancją na hałas, z otwartością na nieoczekiwaną zmianę.

Okazało się jednak, że nie ma takiego tempa, planowania, logistyki, zmian w pracy, w domu, aby starczyło miejsca dla mnie i moich potrzeb. I tego szczęścia na samym końcu.

Im szybciej się wyrabiam, tym szybciej wolne miejsce jest zajmowane przez kolejne sprawy. Trochę jak w fabryce, jak szef widzi, że się uwijasz, dokłada Ci roboty. Syndrom dawacza w pełnej okazałości!

Gdy dotarło do mnie, że obowiązków, spraw i potrzeb innych przybywa w tempie jak z kreskówki, pomyślałam, że zaciągam ręczny.

Ok. Dotychczasowa strategia zawiodła.

Wywijam więc życie na lewą stronę.

Zadaję sobie pytanie Jak chcę się czuć?

Nie za rok, nie za jakiś czas, nie kiedyś coś osiągnę. Ale tu i teraz. Jak ja chcę się czuć?

Spokojna i zrelaksowana.

Radosna.

Wystarczająco dobra.

Jak wprowadzić zmiany w życiu


Trzy punkty to chyba sporo? Biorąc pod uwagę, że wcześniej te uczucia zdarzały się sporadycznie i raczej rzadko w komplecie, to raczej sporo.

Potrzebna mi nowa rutyna życiowa, nowe nawyki, nowe narzędzia.

Zaczynam od pytań, które czuję, że są punktem wyjścia do zmian:

Jak wprawić się w stan relaksu w ciągu dnia?

Jak namierzyć i zapobiec temu, co mnie odpala emocjonalnie i katapultuje do traum z dzieciństwa?

Jak wrócić z manowców, gdy jednak się już odpalę?

Jak zejść z autopilota i przyjrzeć się sobie i swoim decyzjom z pełną świadomością?

Jak sprawiać sobie przyjemność, taką bez wyrzutów i raczej z doskoku?

Jak wytworzyć nowe nawyki myślowe, o sobie, o innych, o życiu w ogóle, by zacząć żyć naprawdę, a nie tak przypadkiem?

Poprzednie, mało satysfakcjonujące życie, zajęło mi ponad 3 i pół dekady.

Chcesz innych efektów? Zastosuj nowe strategie


Przynajmniej dziś wiem, że aby mieć inny wynik, muszę zastosować jakieś nowe rozwiązania. Powtarzanie dawnych strategii w nadziei, że wynik będzie inny, byłoby zwyczajną stratą czasu. Zacznę od małych kroków. Chyba już nie mam czasu czekać do poniedziałku. Zacznę już dzisiaj.

Może stan nirwany jest dla mnie nieosiągalny, ale chyba warto zagrać o choćby trochę lepsze życie?